Gdzie indziej

Gdzie indziej

Chyba południe. Tak miękko i czysto, aż chce się oddychać.
Jeszcze raz spojrzeć w słońce, napisać; mam zszyte powieki
i długie paznokcie; surowe ciało, skłonne do gnicia.

Nabieram wody, kiedy się ściemnia. Kiedy szarzeje,
śni mi się pustynia, ślady odciśnięte na piasku, pełne wymiocin
i krwi. Nie wiem, co to znaczy, ale wciąż boję się zasnąć.

Odpycham się na zewnątrz, nabieram zapachu,
a potem znów boję się poczuć. A tak niedawno miałam tętno,
zdrapane ręce, pamiętam; mlecze, ciepło, pod kołdrą,

ukradkiem nawijanie siebie na palce.

Joanna Lech

lech.of--usuń--@gmail.com

copyrights © Joanna Lech, 2009-2011