Roman Honet "O poezji Joanny Lech"
Joanna Lech podjęła się arcytrudnego wyzwania. Z całą prostotą: jak powiedzieć czytelnikowi, że świat może okazać się obcy i niewystarczający, nie odwołując się do religii, nie posługując się ironią albo nie przyjmując - w oparciu o własne doświadczenia - ekshibicjonistycznej postawy? Że ten świat - mogłaby powiedzieć bohaterka wierszy Joanny Lech - który co prawda was okalecza, czasem zmusza do rezygnacji z tego i owego, ale w ostatecznym rozrachunku przyjmujecie go za swój, borykacie się z nim i ta walka potem daje wam mądrość czy wytrwałość - nie jest w żadnym wymiarze moim światem. Nie mam mu nic do zaoferowania. On także: "nic nie odbija się w słońcu".
Mało tego. Jak opisać świat bez innego, bez tego wszystkiego, co może się rozegrać między dwiema osobami? I jaki byłby ten świat? Niewątpliwie obojętny. Przeraźliwie opustoszały: "jutro nie znajdziesz już tutaj niczego - zostanie pasek, muł, strzępki papieru". Taki właśnie świat widzę w wierszach Joanny Lech: przeszywająco zbyteczny. Smutny. Niektórzy mogą zawyrokować, że nużący. Dla mnie nie jest. Dla mnie jest prawdziwy.